wtorek, 14 grudnia 2010

Przez dziurkę od klucza...



Za oknem...hmm...jak nazwać to co za oknem? Mega snieżyca z zamiecio-zawieją? Chyba zimowy_dizaster pasuje lepiej. Nic tylko się gdzies zaszyć...
Ja zaszylam się w podwójny sposób: w warsztacie, czyli na strychu, gdzie mam swiatlo, grzejniki i podlogę oraz bajzel do kwadratu jak dzialam - ale to akurat bardzo pasuje do warsztatowych klimatów oraz doslownie pojednalam się z maszyną do szycia! Zaszylam się dokumentnie, do granic przyzwoitosci!
I mimo tego, że warsztat dzielę ze zwierzyńcem... z kotami ciężko się szyje, dla nich nitki, szmatki to istny raj! Znowu Kuba pod względem zrzucania z siebie puszku fruwającego wszędzie przebija wszystkie szynszyle :)

Zaczęlo się niewinnie - od obrusu. Wróć! Zaczęlo się bardzo "winnie", uparlam się, że na Swięta z pokoju, który sluży nikomu i niczemu zrobię jadalnię z prawdziwego zdarzenia...O ile krzesla udalo mi się wynaleźć, to stól z moich marzeń gdzies przepadl... ani widu ani slychu o stole z toczonymi nogami, które posiada na końcach blatu, a nie jak mój jajowaty stól co je ma tak dziwacznie, że krzesel nie da wsunąć się pod blat a jak się przy nim siedzi to wlasne nogi ma się pomiędzy jedną z jego nóg hehe...Przy zużyciu 6 mb szmatki z IKEA ( swoją drogą w życiu nie widzialam tak paskudnie strzępiącego się materialu ) obraz stolu zniknąl mi sprzed oczu :)







Wymysl niemalże jak kombinacja alpejska... kontrafaldy przykrywają rozcięcia konieczne w celu objęcia swoimi nogami nogi stolowej hehe...no cóż taka prawda!
Reszta bajzlu i przymusowa robota to wina Mikolaja...chociaż teraz baluje w Brukseli, to wczesniej podarowal mi pudlo z którego wychodzą zadrukowane kawalki materialu:) Oj jak mnie to wciągnęlo... nic innego ostatnio nie robię jak podklejam szmatkę na papier i sruuu do drukarki :)) Wyszla mi z tego produkcja poduszek z okazji Swiąt i oczywiscie dekoracji jadalni. Wszystko na razie rezyduje u mnie w warsztacie, ale lada dzień z tych kawalków mam nadzieję powstanie rzeczywista, niebanalna jadalnia w docelowym miejscu.










Ludwiki udalo mi się nabyć już zrobione, co mnie ogromnie ucieszylo, bo nie lubię dlubać w zakamarkach razy 4, a przecież bufet też kupilam z zamiarem, że będzie się nosil na szaro. Mialam poszyć im kiecki, ale przez ten dlugi obrus doszlam do wniosku, że będzie za "szmatowato" i dostaną jedynie na tylne nogi infantylne kokardy. A jak już będzie docelowy stól z toczonymi nogami hehe, to róż zamieni się na sliczne plótno, które dla mnie kupila Ita.











Czy taka pierdola nie jest urocza? Mam wrażenie, że powoli przenoszę zawartosć tego sklepu do swojego domu... Ale to chyba lepsze, niż zamieszkać w sklepie? Nijak nie mogę się opanować...na dodatek nikt na mnie nie krzyczy z tego powodu...










To nie znaczy, że z innych też nie przynoszę :) Czasami wyszlifuję jakies drzwi - te akurat robią bardzo poważną robotę - na scianie jest plama, a ja jestem mistrzynią teatralnych dekoracji hehe... farbę dobralam o ton jasniejszą, uznalam, że drzwi za stolem to szybki, wręcz genialny pomysl, po co malować? Szczególnie, że ta niby zieleń jest fantastyczna...no a ja nie funkcjonuję bez koloru, musi być jedynie taki nie do okreslenia: kolor plyty rigipsowej, jesiennego liscia winorosli, spalonego drewna...










A jak moja walka z sienią? Nie będzie fajerwerków dopóki nie zrobimy podlogi i schodów, ale jest i tak rewelacyjnie. To w sumie tamat na post do Strasznego Dworu, pewnie tam się znajdzie, a póki co migawki z odbicia w lustrze...
I znowu te kolory...lustro nie jest zlote, jest brunatno-zielonkawe, no cóż natura zabrala slońce do cieplych krajów to i zdjęcia są jakie są.
Najbardziej dumą rozpiera mnie kącik za kominkiem...taki malutki, niepozorny, fantastyczne miejsce do upchania wiadra z kartonami, szufelki, ogrodowych przydasiów, zamienil się w reprezentacyjne przejscie do lazienki :)










PRZED:



PO:








a

piątek, 19 listopada 2010

Czas wyborów...



Tytul enigmatyczny, mylący, bo nie o TE wybory chodzi. Nie będę ukrywać, że polityka mnie bawi, szczególnie jak Pani M poprawia nerwowo fryz jak Pan Z prawi jej "szczere" komplementy...Szkoda, że nie mam telewizora 3D:))

Ja wlasciwie przed samymi wyborami zostalam postawiona... czyli jak się domyslacie dalej kasuję zdjęcia :)
Powstaje pytanie: zostawić dziecko szczęsliwe czy czyste ?
Wiem, że chcialyscie limuzynę, ale w dowód sympatii - mój największy skarb...























Mialam nadzieję, że dotrwam do setnego posta, ale widzę, że jeszcze sporo brakuje. Chcialam Candy jak należy z tej okazji wyprawić, ale cos mi nie po drodze. Czas wyborów nastal, chociaż mam nadzieję, że z pożegnalnym Candy zdążę:)
Niestety przy moim tempie neta nie jestem w możnosci ani zdjeć dodawać w ilosci jakiej chcę, pisać kiedy chcę i odwiedzać Was kiedy chcę. Dodawanie komentarza to katorga, a i tak nie widzę zdjęć, które zamieszczacie. Nie jest to jedyny laptop w domu, o nie, nie będę Was oszukiwać, ale nie wiem ile potrwa przystosowanie go do mnie, jakas sentymentalna dla mojego zlomu jestem:)
Myslę, że mi wybaczycie jak wycofam się z blogowego swiata. I mam nadzieję, że Lulu podbil Wasze serca:)
Usciski dla Was :)








Lambi

czwartek, 18 listopada 2010

Tematy same przychodzą...




Zastanawialiscie się dlaczego znajomi jak się spotykają nie mogą się nagadać? Mówią równoczesnie, gestykulując jak te malpki i potakując : tak, tak, ja mialam to samo w zeszlym roku! Z wczesnego popoludnia nawet nie zauważają jak zrobila się ciemna noc:)
Ja to nazywalam zespolem srubek, ale rodzina i znajomi powiedzieli, że jako srubki egzystować nie chcą, więc zmusilam się do banalnego okreslenia: jacy jestesmy podobni...
Problemy często i gęsto mamy też podobne...
Ja owszem szanuję rzeczy, ale często je zajeżdżam. Wczesniej lojalnie uprzedzam, jak w przypadku komputera, że jestem jedynie użytkownik i na znaki ostrzegawcze patrzę jedynie jak prowadzę furę. Nie przeszkadzalo mi to w narzekaniu, że z takim mulem to ja dalszą wspólpracę uznaję powoli za nierealną, bo czuję jak mi wlosy siwieją zanim on dokona przejscia ze strony na stronę.
M mi czcionki w eksplorerze nie naprawil, ale mnie po oględzinach mojego space na dysku opiórkal...
Nie mam tam powiem jak baba prosta 1 cm wolnego... to wykasowuję zdjęcia! A chomik ze mnie makabryczny:) I tak natknęlam się na moje buszowisko - szuwary i mój staw:)
Nigdy nie prezentowany, a to jedyny zakątek żyjący wlasnym życiem i swietnie dający sobie radę!





















Ja wiem, że wszystkie listki już opadly a jedyna modna zielenina to mrożony szpinak:) Ale jak co roku powtarzam sobie jedno: miną Swięta, urodziny córy, męża i będzie wiosna:)) Szuwary zakwitną milionem szafirków i kaczeńców, niezapominajek, tulipanów i konwalii...
Rozmarzylam się zważywszy, że na Swięta mam gosci i trzeba kiedys chociaż zacząć od mycia tej niezliczonej liczby okien. Wywalić szafę, chyba, że bufet zamieszka beztrosko na dworze...
Eee, na razie mi się nawet nie chce o tym mysleć:)

Przy okazji chcialam podziękować, że zaglądacie do mnie, bo niestety często nie mogę się odwdzięczyć. Brak slów na nasz wiejski internet, ale myslę, że rozumiecie- sila wyższa...

Lambi


środa, 17 listopada 2010

O chwilach nieudokumentowanych...

Remanent uczuć powinnam napisać, byloby bardziej zrozumiale:)
Mam cudownego trzy latka, który upiera się, że ma lat pięć, bo umie literkę "o" i "a" i wklęca slubki...
Moje zabytkowe auto dzisiaj zastrajkowalo pod warzywniakiem. Trzy razy zapodalam "R" i niestety odmowa. Zdziwilam się swojemu spokojnemu duchowi i wylączylam silnik, po czym wlączylam i na cofaniu Julus powiedzial: Mamo, wyjechalismy z blota!
Czasami z autem jak z kompem, trzeba wyjsć i wejsć:)
Swoją drogą, może wystarczy ratowanie starych domów hehe :) Nie, jednak obok tego auta nie można przejć obojętnie... to prawdziwa limuzyna z klasą i oczywiwiscie z pelnym wyposażeniem, tylko kaprysna...
17.35
- To mój tata psyjechal?
- Tata! A mama dzisiaj psywiozla mnie do domu, takim wielkim, slicnym samochodem! Niebieskim, blue:)
Bo Lulu jak obadal wszystkie kolory po polsku, to teraz ma manię angielszczyzny i męczy... Lego po domu zbiera i yellowów szuka:)
A ja ?
Zadowolona jestem, jest cudoownym, wrażliwym dzieckiem, chociaż za bardzo czasami samodzielnym.
I dlatego staram się nadrabiać jego foty i filmy z toną srubek rejestrować. Przecież to za moment uleci i będzie z niego poważny jegomosć...

poniedziałek, 8 listopada 2010

3P, czyli praca, problemy i przyjemności...



Jestem dzisiaj bardzo przygnębiona...człapię po domu jakby z kamieniem uwieszonym u szyi a problemy staram się utopić w pracy moich rąk. Pisałam już wcześniej, jak męczy mnie to pudło, które miało nie tylko grzać ale też wyglądać - czyli kominek. Obudowa stoi lat 5 ale nic ponadto. Jakiś czas temu miałam zrobić projekt i wysłać stolarzowi, jak wiadomo czas nie chce być jak gumka w majtach i rozciągać się według mojego życzenia, to i projekt sobie był nadal w planach...do dzisiaj...kiedy znowu przez przypadek wydały się kłamstwa mojego dziecka...
Lepiej ręce zająć rysunkiem, niż walnąć pięścią między oczy, a na to miałam ochotę... Tyle rozmów, tyle obietnic i nic... powracamy do nieufności, śledzenia i bawienia się w szpiega, kolejna paczka fajek schowana w rękaw swetra daje mi w ręce instrument rodzica inwigilatora, prokuratora i sędziego w jednym.
Tak cholernie przykro, że człowiek jako rodzic nie dał rady...Poległ, bo? No właśnie, dlaczego?
Milion myśli, dwie czarne kredki i portal kominkowy rozrysowany w skali 1:1
Chociaż Pan stolarz prosił zaledwie na kartce...








Przeczytałam już milion rad, rozmawiałam z wieloma rodzicami i fachowcami i nie mogę zrozumieć jednego zdania: "To taki głupi wiek". To usprawiedliwia moją córkę przed kłamaniem, oszukiwaniem, kradzieżą? Nie umiem do niej dotrzeć, obiecuje mi i dalej kłamie. Mimo tego, że umiem zwietrzyć każdy podstęp zdarza się, że usypia moją matczyną czujność i bezczelnie to wykorzystuje. Zaczynam patrzeć na nią jak na wroga... okropna bezsilność, bezsilność spowodowana wydojeniem uczuć i wyczerpaniem kredytu zaufania...
Uciekam w pracę ale nie w zapomnienie i czuję, że daję się deptać w imię czegoś czego ona mam nadzieje kiedyś się nauczy...kochania...dawania...nie brania i odwracania się nastoletnim zadkiem jak to ma miejsce dziś i teraz...

Miałam pokazać wszystko już na gotowo, ale kto wie czy doczekam, to może małe coś nie zaszkodzi? ;)
Moja mania drzwi w skali mini...z kolejnych, stareńkich do kolekcji zrobiłam świecznik. Wystarczyło przykręcić zardzewiały "dinks" i gotowe. Jeszcze wtarłam trochę turkusowej farby, na zdjęciu średnio widać, szkoda. Drzwio-świecznik już w docelowej wnęce za kominkiem, ale wnęki jeszcze też nie wykończyłam, szlifowanie muszę odłożyć aż zdrowy Lulu pojedzie do babci. Jest malutki, alergiczny a te pyły zdrowego konia potrafią powalić.







Kilka z Was zauważyło wieszak. Przyznam się, że tak "o" oparty na konsolce stał i nawet nie zwróciłam na to uwagi robiąc zdjęcia:) Teraz pokazuję go z bliska z premedytacją: jak zawiśnie w docelowym miejscu to tak go płaszczami oblepią, że nic go widać nie będzie!







Mimo tego, że staram się pilnować i jak mantrę nucę: "Kończysz teraz sień" - to i tak gdzie mnie nie zawieje muszę coś przywlec. Tym razem padło na pojemniki, bo im uszczelki "zasysały" hehe...Mały wiecznie coś zacznie a nie dokończy i mam dylemat czy wywalić te drętwe biszkopty czy nie? Teraz wrzucam do słoja, choć jak wiadomo nasze wytłumaczenia, że coś jest niezbędnie potrzebne bywa mocno naciągane:)
Ale bywają też "ale"! Przy okazji wizyty w budowlanym wyciągam poduchę z kosza i wołam za idącym przodem osobistym przystojniakiem: " Ej, wrażliwy! Nie chcesz? Zima idzie, będzie Ci wygodniej przed telewizorkiem!". Wrażliwy nawet sekundy się nie namyślał.

Stara jestem i wiem, że od problemów nie da się uciec, ani w pracę ani w przyjemności...Wiem, bo próbowałam. Rzeczywistość potrafi dopaść Cię nawet we śnie. Tylko co jak człowiek nie chce uciekać a nie umie się uporać?









czwartek, 4 listopada 2010

Milczenie owiec...



...tak naprawdę jednego barana, czyli moje osobiste. Co można powiedzieć, kiedy wydaje się, że można robić swoje, nawet ze spowalniaczem uziemionym pobytem w domu z powodu wiatrówki ( matko kochana, co za gufffno ), niestety się wydalo, że nie można. Otrzymalam prosty komunikat od trzylatka: "Nie lubię Cię, robisz mi krzywdę" - normalnie bym padla na zawal, na szczęcie mam szesnastoletnią córkę i pewnie to doswiadczenie mnie ocalilo...
Uparcie, aczkolwiek w spowolnionym tempie rzeźbię... czyli kończę wiejską sień. Idzie mi jak krew z nosa, proces gipsowania, którego unikam jak ognia, jest koszmarem, ale w tym wypadku uniknąć się go nie da. Już czekam na frykaski do wklejenia we wnęki i zrobienia zeń swieczników, wnęki sama robię, sama gipsuję, lażę kolo tego jak poparzona.
Czasami wzrok mi się zezuje i nie mogę nie przytachać tego cus:)







To zdjęcie z ręcznikiem uwieszonym na drzwiach - to z postu wczesniejszego. Jaja jakies! Ale już drzwi zrobilam ;) Czyli siara kolejna wyeliminowana! Mam tego bez liku, kwiatek kwiatkiem pogania...









Diesel jakąs miętę poczula do nowej zdobyczy. Od razu rozpierdzielila calą moją dekorację i zadowolona uwalila się na na podlodze... Pokornie swieczki i gąbki pochowalam...








No i gipsuję, gipsuję i gipsuję... żmudna robota...