O, to z pewnością jest powód, który skutecznie trzyma mnie z dala od blogowania, ale kiedy wiosna na przemian upalna i mokra to ręce dosłownie mdleją od wyrywania z ziemi wszystkiego co niepożądane. Ale czy słusznie?
Nigdy nie wpadłabym na tą refleksję, gdybym nie była świadkiem sceny jak moja sąsiadka wraca z całym naręczem narwanych pokrzyw. Na kij to zerwała i targa pod dom? Mąż mnie oświecił, że będzie produkować gnojówkę, tylko po co, skoro nic nie ma do podlewania? Chyba, że trawę… Nie trzeba było czekać wieki na rozwiązanie zagadki… sąsiadka oddaje pokrzywy innej sąsiadce, która nic tylko sieje i sadzi ale przy okazji wszystko w pień piłą spalinową wycina a pieli nawet jak ściana wody leje się z nieba. Podejrzałam z okna, a ostatnio o takie obrazki nie trudno.
Oczywiście nikt nie karze nikomu kupować krowy jak chce się mieć mleko, ale żyjąc na wsi nawet ja miastowa nie odważyłabym się zlikwidować wszystkich „chwastów”, szczególnie tych mających dobry wpływ dla kondycji ogrodu… co jak co ale obciachowo prosić się o pokrzywy:)) A warto nawet drukowanym podkreślić, że jest to FENOMENALNY nawóz. Taka sobie wiagra dla roślinek:) Znana wszystkim ogrodnikom, dla przypomnienia tylko: ja ścinam młode, wyrośnięte pokrzywy przed kwitnieniem, tnę na kawałki, zalewam wodą w plastikowym wiadrze i nie zakrywam, niech buzuje do woli ( trzymam w oddalonym miejscu i nie nasłonecznionym ). Trzeba czasami zaglądać i przemieszać kijkiem a po ok. miesiącu odżywka jest gotowa do użycia. Oczywiście rozcieńczona 1:10 z wodą. Jest wyśmienita do wszystkich roślin zwłaszcza tych u których liście są głównym walorem ozdobnym i które wiecznie cierpią na niedobór azotu – ja głównie u siebie nacisk kładę na rododendrony i bukszpany. Są to rośliny „szczególnej troski” z racji wymagań, pierwsze chorują z byle powodu zamiast rosnąć, drugie rosną baaardzo wolno a posadzone w donicach są kapryśne i wymagają ciągłej opieki. Podlewane gnojówką z pokrzyw mają zarówno dobry przyrost jak zdrowe ubarwienie liści i odporność na choroby.
Miłość do zielonego sprawiła, że w moim ogrodzie jest miejsce nie tylko dla niezliczonych łanów niezapominajek, ale roślin które same się przywiały z wiatrem takich jak nagietek, rumianek, mak polny, chaber, dzikie stokrotki i floksopodobne kwiatki ale wszystkie cieszą oko, bo : kwitną i są za darmo:) ) Poza tym rosną sobie na uboczu lekko zezując czy pasują do otoczenia, a gdy mijam je z daleka oddychają z ulgą. W końcu nie rosną na trawniku! A trawa w ogrodzie to podstawa. Taka trawa, że mucha nie siada a nikt nie odważy się na nią depnąć. Jej Wysokość trawskość skoszona pod linijkę. I…klops, bo na trawie siada niejeden. Z rozpaczy nad jej stanem. Trawie wiecznie jest źle, za sucho, za mokro, za cieniście… i w każdy milimetr chwast się wbija jakby nie była gęsta, shit! Ja póki co betonu nie leję, poprzyglądałam się nieco i jest ok. Mlecza nie toleruję, wykopuję, ale w większości trawa radzi sobie sama. Ma do towarzystwa bluszcz kurdybanek, jak wiadomo chwast-zielsko o bardzo zdrowotnych walorach, krwawnik również, stokrotkę oraz mech.
W miejscach ekstremalnych, zacienionych i pomiędzy drzewami za trawnik „robi” bluszcz zimozielony. Łażę po nim, owszem, to jedyna droga do rododendronów.
Acha! Zapomniałabym. Łopian. No dziad rzep paskuda… ale ślimaki go lubią, tak samo jak topinambury, to dla nich przysmak a dla nas ukojenie, że nie zeżrą nam wszystkiego. A tego roku ślimaków nie brakuje, nie żrą jedynie bukszpanu, poza tym wszystko i obojętnie na jakiej wysokości. U mnie rekord to ślimak na szybie okna:)
Jak ślimak żre łopian to ok, jak moje ostróżki to jestem wściekła, ale zanim potraktuję chwasty chemią trzy razy pomyślę, które przydadzą mi się do zrobienia nawozu a które do…sałatki. Zmęczona i zdesperowana ciągłą walką ze ślimakami posadowiłam młode siewki ostróżek na parapety. Minusem jest to, że codziennie trzeba je ściągać do podlewania …
Póki co pilnuję ostróżkowe dzieciaki a w sierpniu Gosia, dla której je produkuję, wysadzi je na miejsce stałe i będzie dbać, żeby mogły dosięgnąć prawie nieba:)
To są 3-latki w początkowej fazie kwitnienia. Stety i niestety niektóre mają już ponad 220 cm i w przypadku burzy z wichurą i ulewą skończą jako kwiat cięty, więc nie zwlekając zdjęcie zrobiłam wczoraj. Muszę pomyśleć nad jakąś sprytną obręczą zapobiegającą łamaniu się tych niebosiężnych pędów, chociaż nie wiem czy coś to da…lepszą ochroną jest dla nich bliskie sąsiedztwo innych rośli, tak aby kołysanie było jak najbardziej zamortyzowane. Nie wiem czemu roślina o tak sztywnych pędach pozwala sobie rosnąć tak wysoko!
Ogród nie tylko rośnie ale też ciągle się zmienia. Co roku razem z wiosną są nowe nasadzenia – nie tylko z powodu wypadów zimowych ale też przez postęp prac remontowych. Uparcie, mozolnie idziemy do przodu i nawet ziemia nie obeschła jak zaczęliśmy budować nowy taras.
Pojawiły się azalie wielkokwiatowe, których do tej pory się bałam i kolejne kaliny koralowe, które już się sprawdziły w moim ogrodzie…Temat na osobny post, bo choć archiwum zdjęciowe pęka w szwach, chciałabym jeszcze się na jakoś umeblować na nowym tarasie, tak, do zdjęcia :))
Mam jednak wrażenie, że cokolwiek bym nie wymyśliła, zrobiła, to matki natury nie dogonię, ale z niej rzeźbiarka! Kształt i kolor bez skazy, ale imponująca jest też wielkość kwiatów, jak się złączy ręce to jeden się mieści:)
Magia gnojówki czy co? Bo kupiona kilka lat temu w Tesco za 5 zł:) Serio.
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na tarasie!
Lambi
Fajnie, że jesteś :) Ogród to faktycznie wyzwanie. Ja walczę z rdestowcem i tu też z pomocą przychodzą mi ślimaki, bo jakoś wyjątkowo im smakuje.
OdpowiedzUsuńA ogród mam dziki jak nie wiem co. I taras-patio też w tym roku planuję i roślin różnych, ale póki co muszę okiełznać to co mam.
Bluszcz.... zamiast trawnika... dobry pomysł.
Pokrzyw ci u mnie dostatek, ale chyba już są za bardzo wyrośnięte na gnojówkę.
Ściskam i czekam na tarasowe foty
Potwierdzam -gnojówka z pokrzyw jest super. Ja robię też z mniszka.
OdpowiedzUsuńOstróżki uwielbiam , mam też inne kolory.Poza tym uwielbiam naparstnice i inne typowo wiejskie kwiaty.
Co do trawnika to się nim tak nie przejmuj. Niech sobie rośnie , jak chce. Takie wymuskane zielone kobierce pasują do nowoczesnych i idealnie (po angielsku )zaplanowanych ogrodów i domostw.
Taras zapowiada się obiecująco. Najważniejsza część już widzę zainstalowana, więc życzę , jak najwięcej bujanych chwil z drinkiem i książką.
U nas slimaczyskówww tez cała plaga i to juz kilka lat.Ani piwo juz nie działa na nie.A te ostrózke to u siebie tez bym chętnie widziała.Ciepłe pozdrowionka-aga
OdpowiedzUsuńPiwo? A jak wolą? Z butelki czy ze szklanki? Serio pytam, bo mam kilka przeterminowanych, może nie pogardzą?
UsuńAle piękne róże!Z tymi pokrzywami to racja,mój dziadek zawsze zbierał je i zalewał wodą,na nawóz :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę słonecznego dnia!
Pieknie i zielono. Nawoz z pokrzyw znam, stosuje go moja mama w swoim ogrodzie.
OdpowiedzUsuńbuziole!
noooooooooooooooooo :) ślimaków i u mnie dostatek - wyżarły całą lobelię i heliotropy, hosty jak sitko :( a co do wrażenia, że nie wiesz, gdzie ręce włożyć - mam to samo :) pozdrawiam ciepło. Róże i ostróżki piękne :))
OdpowiedzUsuńAzalia czy róża??Iwona
OdpowiedzUsuńOstatnie zdjęcia to róża wielkokwiatowa, koło starego tarasu, teraz jak je nikt nie kopie i nie szarpie firanka od namiotu to pokazała co potrafi:))
UsuńIwona, czy ciotka?
Iwona ale mogę być ciotką,już na innym blogu też mnie pomylono :)))))))
UsuńNo masz! :) A już chciałam dzwonić do ciotki Iwony czemu buszuje po blogach zamiast stać przy garach;)
UsuńZgadzam się w zupełności, że ogród potrzebuje takich chwastów ;)
OdpowiedzUsuńKwiaty masz cudne !
Pozdrawiam :)
Mój mąż tez gnojówke z pokrzyw nastawił .Musiałam to ostatnio przykryć, bo jechało z tego wiadra ,ze szok.....
OdpowiedzUsuńPokazuj tarasik kobietko!!!!
Aguś, za trzy machnięcia ogonkiem pokażę:) Buziole:)
UsuńZe mnie to marny ogrodnik, na niczym się nie znam, dla mnie takie informacje na wagę złota. Gnojówka z pokrzyw znajdzie się u mnie na liście hitów :-) ale chyba w przyszłym roku. Z tegorocznej uprawy "eksperymentalnej" zostały marne resztki - przyszła jakaś kopytna małpa i zeżarła wszystko... groch, bób , fasolkę, truskawki i nawet bratki (te żółte, bo fioletowych nie tknęła) tylko maliny mi na pociechę zostały.
OdpowiedzUsuńA ta małpa miała skorupę czy naga była?:))
Usuń:-) zostawiła odciski racic więc pewnie owłosiona ;P Dzika koza? Sarna - ale jakaś wyjątkowo odważna.
UsuńMama mi mówiła o takiej pokrzywowej gnojówce. Zrobiłam nawet w zeszłym roku ale zapaszek był okropny:/ Ostróżka! O widzisz, dowiedziałam się jak się nazywa kwiat w moim ogrodzie:)
OdpowiedzUsuńTarasu ciekawa jestem bardzo!!!
Myszko, zapach nieciekawy dlatego podlewam wieczorem i spylam do domu:) A trzymam wiadra na drugim końcu działki. Pokaż kiedy swoją ostróżkę.
UsuńCudowne róże i ostróżki :), a do ogrodu podejście masz takie jak ja - jak coś samo przywędrowało i nie przeszkadza w niczym, to zostaje. Trawnik z koniczyny - czemu by nie, jak ona che u mnie rosnąć, a cholerna trawa nie :). W cieniu tez korzystam z okrywowych, po których depczę - bluszcz, barwinek, jasnota :)
OdpowiedzUsuńWeszłam nie dawno na Twojego bloga i podczytuję wstecz :)
Pozdrawiam!
Miło czytać o takich "perypetiach", marze o takich. Niestety do ogrodu jeszcze daleka droga. Życzr przyjemności przy ogrodowych pracach. Pozdrawiam serdecznie;)
OdpowiedzUsuńI ja w tym roku walczę z plagą ślimaków. Po powrocie z Polski byłam nieco zszokowana, bo wyjadły mi hosty, przez co teraz wygladają jak ser szwajcarski.Uwielbiam ogrodowe zdjęcia więc z wielką przyjemnością obejrzałam dzisiejszy post.
OdpowiedzUsuńale piękne kwiaty!
OdpowiedzUsuńSliczne zdjęcia , uwielbiam ostróżki ...gdy miałam ogródek lubiłam ranny widok właśnie wybujałych różnokolorowych ostróżek :)
OdpowiedzUsuńwielka przyjemność czytać blog i oglądać Twoje zdjęcia , pozdrawiam Kasia
Lambi, o pokrzywowej gnojówce mogłabym napisać poemat , zwłaszcza kiedy dzięki niej, udało mi się pozbyć balkonowej mszycy. Trzeba tylko uważać i opryski robić rozcieńczonym specyfikiem...niestety produkt uboczny to zapach ;) Nie wiedzieć dlaczego pożądany przez mojego psa ;)))
OdpowiedzUsuńFajnie piszesz, Super się Ciebie czyta.
OdpowiedzUsuńhihihi...w piatek podlałam gnojówka i do tej pory...mimo descu nieźle jedie w ogrodie:))..ale trawka od razu zrobiła sie zieloniutka:)))..a skoda że te cholerki ślimunki podagrycnika nie jadają:)))))
OdpowiedzUsuńZamiast zdjęć stokrotek dałaś rumianek.
OdpowiedzUsuń